TAG "Książka, która..."

środa, 27 maja 2020

 Ostatnio dokopałam się do tagu "Książka, która..."- z tego co udało mi się dowiedzieć, był on swego czasu dość popularny na Instagramie. Bardzo owy tag mi się spodobał, dlatego postanowiłam również wziąć w nim udział. Na czym polega? W tym przypadku obserwujący na Instagramie kończyli zdanie "Książka, która...",a ta osoba pokazywała książkę i opisywała (jeżeli czytała). Bardzo ten tag mi się spodobał, dlatego odłożyłam na bok wszystkie recenzję i poprosiłam rodzinę oraz przyjaciół, żeby również podali mi swoje propozycje. 

KSIĄŻKA, KTÓRA...

 ZMIENIŁA ODMIENIŁA TWÓJ PUNKT PATRZENIA 
Mogę tutaj podać dwa tytuły, które są od siebie tak bardzo różne. Pierwszym z nich jest Zawsze i wszędzie Brittainy C.Cherry. Jest to gatunek, po który nie sięgam często, jednak w tej powieści było coś co mnie urzekło. Muszę tutaj dodać mój ulubiony cytat z tej książki, który chyba mówi wszystko.
 Łatwo oceniać z daleka. Fajnie spojrzeć na kogoś spoza twojego świata i stworzyć sobie założenia czy osądy wobec tej osoby. Kiedy dostrzegasz czyjeś wady, w jakiś sposób możesz usprawiedliwić swoje i stwierdzić, że są mniejsze niż innych. Ale gdy przyjrzysz się bliżej, kiedy naprawdę przypatrzysz się tej osobie, dostrzeżesz wiele podobieństw. Nadzieję. Miłość. Strach. Złość. Jak popatrzysz z bliższej perspektywy, zrozumiesz, że jesteśmy bardzo podobni. Wszyscy mamy czerwoną krew i nawet serce potwora może pęknąć. Musisz tylko pamiętać, by zmienić perspektywę.
 Drugą zdecydowanie jest Kwiaty dla Algernona - Daniel'a Keyes'a. Z książki można wyciągnąć naprawdę wiele ważnych wartości i tematów, na które rzadko zwracamy uwagę. Pozwala nam spojrzeć na świat oczami osoby upośledzonej i w jakimś stopniu zrozumieć uczucia, które nią targają. Książka z początku może trochę zniechęcić, ze względu na to, że  znajdowało się tam wiele błędów ortograficznych, a zdania były pozbawione składni. Jednak jak najbardziej warto dać jej szansę. 


ODZWIERCIEDLA TWOJE ŻYCIE
Niestety takowej książki jeszcze nie spotkałam. 

MA NAJPIĘKNIEJSZĄ OKŁADKĘ
Z książek, które mam to zdecydowanie Magonia oraz Gniazdo Marii Dahvany Headley. Zabrała się za tą serię już dawno, jednak nigdy jej nie skończyłam. Fabuła na samym początku mnie nie urzekła - uważałam to za zbyt przesadzoną fantastykę. Teraz gdy o tym myślę, może jednak warto dać jej szansę. Najwidoczniej nie był to wtedy czas tej powieści. Czasami muszą przeleżeć swoje na półce, zanim zaczniemy dostrzegać w nich potencjał. 

MA NAJBARDZIEJ KOLOROWĄ OKŁADKĘ
Tutaj mogę wskazać całą serię Firebird Claudii Gray oraz Słońce też jest gwiazdą Nicoli Yoon. Niestety jeszcze żadnej z powyższych powieści nie przeczytałam. Jednak jak i seria, i książka Yoon zapowiadają się naprawdę ciekawie. 

KTÓREJ OKŁADKA NIE PASUJE DO TREŚCI 
Nie posiadam takiej książki. Przejrzałam całą biblioteczkę dwa razy - jednak wszystkie w większym lub mniejszym stopniu pasowały do fabuły książki. 

MA NAJWIĘCEJ STRON
Bastion Stephena Kinga! Nie dość, że to straszna cegła, to jeszcze ma strasznie mały druk. Zabierałam się do niej dwa razy, ale poległam. Jednak liczę, że uda mi się kiedyś przebrnąć przez całą powieść! Książka liczy 1165 stron! 


KTÓREJ NIGDY NIE SKOŃCZYŁAŚ
Aż mi szkoda miejsca na tę książkę... Zniewolenie Carrie Jones. Na początku, gdy ją dostałam i zaczęłam brnąć dalej w fabułę, zastanawiałam się gdzie trafiłam. Pseudo wróżki, zwane Piksami żądne krwi? Nie dziękuję!

KTÓRĄ CHCIAŁABYŚ BARDZO PRZECZYTAĆ
Duma i Uprzedzenie! Od kilku lat próbuje dobrać się do tej powieści i dodać ją do swojej biblioteczki. Jednak gdzieś ciągle po drodze mi umyka, ale na pewno kiedyś się za nią wezmę! 

NAJBARDZIEJ CIĘ ROZCZAROWAŁA 
Wspominałam o tym nie raz i wspomnę kolejny...Wiedźma Morska Sarah Henning. Książka, na którą bardzo czekała,a gdy trafiła już w moje ręce, pozostawiła po sobie jedynie gorzki smak rozczarowania. Moje oczekiwania wobec tej książki były zupełnie większe, niż to co dostałam. Spodziewałam się po niej czegoś innego... Nie bajkowej opowieści, tylko historii o prawdziwej, morskiej wiedźmie, siejącej spustoszenie na głębokich wodach, budząca postrach wśród marynarzy... A przede wszystkim oczekiwałam więcej magii, ciekawych zaklęć – nie takiej jak została przedstawiona. 

JEST POŻYCZONA 
Jedyna książka, która nie należy do mnie to Jednorożec Mariana Pilot. Jest to stara powieść, którą zapożyczyłam kiedyś od babci, ponieważ byłam nią zaintrygowana. Finalnie nigdy jej nie przeczytałam. 

CIĘ ZASKOCZYŁA 
Taniec marionetek Tomasza Nizińskiego. Nie sądziłam, że taki typ fantastyki może mnie zaciekawić i wciągnąć. A jednak - okazała się naprawdę dobra i do dziś pozytywnie ją wspomina. Co jest takiego wyjątkowego w tej powieści? Wyjście poza schematy, zatarta granica między dobrem a złem, barwne postacie osadzone w intrygującym świecie, poczucie humoru. Kiedyś na pewno do niej wrócę! 

To tyle jeśli chodzi o ten tag. Dzięki niemu odkryłam wiele ciekawych tytułów, które trafią na moją biblioteczkę. Może uda mi się namówić Martynę, żeby również zrobiła w niedalekiej przyszłości swoją wersję. Was również zachęcam do udziału! Jeżeli podejmiecie się go, podeślijcie link do Waszego bloga - chętnie poczytam! 

0

W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020)

środa, 13 maja 2020



Tytuł którego raczej nie trzeba przedstawiać, dlatego, że większość na pewno słyszała o nim podstawowe informacje. W skrócie, jeden z pierwszych polskich slasherów. Jestem ogromną fanką horrorów, a dokładniej właśnie slasherów, więc oczywiście, nie mogłam sobie tego odpuścić. Gdy tylko w moim kinie pojawiła się informacja o maratonie horrorów, od razu kupiłam bilet, głównie ze względu na owy tytuł. Jednak z wiadomo jakiej sytuacji, nie mogłam się wybrać na premierę. Film pojawił się więc na Netflixie. Potrzebowałam trochę czasu, żeby się za niego zabrać, jednak w końcu mi się to udało. Wrażenia?

Zanim do nich przejdę, warto wspomnieć o kilku podstawowych informacjach. Reżyserem jest Bartosz M. Kowalski, który wyreżyserował film Plac Zabaw. O tej pozycji również słyszałam, i to muszę przyznać dość dobre opinie. Miałam zamiar ją obejrzeć, ale jakoś zapomniałam. Mimo że nie jestem fanką polskich produkcji, to chyba jednak w najbliższym czasie postaram się to zrobić, bo jestem ciekawa jak Kowalski poradził sobie z tą produkcją. Wracając, film prawdopodobnie zdobył takową popularność jeszcze przed premierą ze względu na aktorów. Dość duża grupa odbiorców, w tym przyznam się ja, chciała sprawdzić, jak z horrorem poradzą sobie postacie chociażby Julii Wienawy czy Wiktorii Gąsiewskiej. Doskonale wiem, że w filmie pojawiło się również dużo więcej znanych osobistości, jednak ja, ani trochę nieogromna fanka polskich produkcji, większości nie kojarzyłam. Trochę wstyd się przyznać, a jednak.

Fabuła. Raczej nic odkrywczego. Grupa nastolatków, pogrążonych na co dzień w mediach społecznościowych i wszelakiej technologii, zostaje wysłana na obóz offline. W sam środek lasu. Brak zasięgu. Brak jakiejkolwiek cywilizacji. Co może pójść nie tak, prawda? Nie będę zdradzała więcej szczegółów, gdyż mogę przypadkiem rzucić jakimś spojlerem, a tego nie chcę. Jednak...czy jest tu co spojlerować? Obejrzałam trochę slasherów w swoim życiu i ten niczym się po prostu nie wyróżniał. Był nawet...gorszy? Jak czasem niektóre produkcje potrafią zaskoczyć, to tutaj przewidziałam każdą sytuację. Miałam nadzieję, że chociaż historia powstania seryjnego mordercy, będzie intrygująca, tak jak np. Freddy`iego Kruegera czy Jasona Voorheesa, jednak się myliłam. Dało się wymyślić coś gorszego? Wydaje mi się, że nie. O pozostałych postaciach również wspomnę tutaj, gdyż nie warto poświęcać im oddzielnego akapitu. Po prostu nie wyróżniają się niczym, slasher ma swój własny schemat bohaterów, no i twórcy postanowili się jego trzymać. Głupia blondynka, nerd, dziewczyna z przejściami. I tak dalej...

Niestety muszę tu również wspomnieć o efektach specjalnych. Jeśli mówimy o slasherach, od razu przed oczami pojawiają nam się krwawe sceny, zabójca po kolei eliminuje swoje ofiary na różne sposoby. Standard. Jednak właśnie te krwawe momenty...no przepraszam, ale wydaje mi się, że lepsze widziałam w filmach z lat 80. Były o wiele bardziej realistyczne. Nie chce mi się wierzyć, że twórcy nie mieli odpowiedniego funduszu...więc dlaczego? Sceny w których powinna być krew, jej nie było. Sam morderca nie wyglądał aż tak źle. Oczywiście nie można go porównać do takiego Freddy`iego Kruegera czy chociażby tajemniczego, ale jednocześnie wywołującego ciary Michaela Myersa.

Zakończenie raczej również każdemu znane, ale tego nie można zarzucić. Po prostu schematy, schematy i jeszcze raz schematy. Może właśnie taki był zamysł, ale jednak fajnie by było, gdyby chociaż raz zostało pokazane to "coś", co wyróżni produkcję od innych. Widać że polscy twórcy nie chcieli jednak się wyłamać i z jednej strony to dobrze, z drugiej nie do końca. Ja nie ma aż takiego żalu, lubię slashery właśnie dlatego, że są dość mocno przewidywalne i polegają na rozlewie krwi.

Podsumowując, czy warto? Nie jest to najgorsza rzecz, którą widziałam w życiu. Jeśli jesteś fanem/fanką owego gatunku, warto spróbować. Chociażby tylko po to, żeby przysłowiowo "zaliczyć" ten tytuł. Osobiście nie żałuję, że poświęciłam mu ten czas, szczególnie że nie był to jakiś długi film. Jednak czy do niego wrócę po raz kolejny? Odpowiedź jest prosta, nie.

0

Aaron Mahnke — The world of Lore: Potworne istoty

środa, 6 maja 2020


"Muzykę mamy we krwi. W duszy. Ludzkie życie, czy to koczowniczego łowcy z epoki paleolitu, czy współczesnego ucznia szkoły średniej, bez niej byłoby niekompletne. Ona gra na naszych uczuciach. Inspiruje nas. Pomaga zapamiętać ważne wydarzenia i dla wielu ludzi na świecie jest formą kultu. Muzyka jest... no cóż, jest życiem."

Słowem wstępu, zanim przejdziemy do recenzji — blog został przeniesiony. Wcześniej działałyśmy pod nazwą "Z biblioteczki Wiedźm" (https://nothing-without-words.blogspot.com/).  Blog został zamknięty i przeniesiony na nową stronę i pod nową nazwę "Biblioteczka Czarownic. Tak wiem, kreatywnie, ale nie chciałyśmy odchodzić za bardzo od starej nazwy. Skąd ta zmiana? Wcześniej prowadziłyśmy bloga w trójkę — niestety Asaial zrezygnowała z prowadzenia go, ze względu na brak czasu. Do tego Facebook i Instagram z nieznanych nam powodów zaczął blokować linki do naszych postów, co bardzo ucięło nam zasięgi. Bardzo nam się podobało prowadzenie bloga, poznawanie nowych ludzi, książek, filmów czy seriali. Dawało nam to też motywacje by przeczytać powieść, która od dawna zalegała na półce, dlatego nie chciałyśmy z tego rezygnować. Wróćmy do recenzji! 

Książkę kupiłam już dawno temu w księgarni BookBook, którą mi już niestety w mieście zlikwidowali. Wypatrzyłam ją na jednym ze stoisk z promocjami. Trafiały tam najczęściej książki lekko poniszczone, czasami bywały w gorszym stanie. Jednak ta miała tylko w jednym miejscu lekko naderwaną kartkę. O autorze wcześniej nie słyszałam, jednak opis był na tyle interesujący, że zakupiłam ową lekturę.


Fascynująca podróż po świecie pełnym przerażających monstrów z legend i… rzeczywistości.
Mieszkają w cieniu - w głębi lasu, w mroku nocy, w ciemnych zakamarkach naszych umysłów. Mówią o nich legendy i przesądy, średniowieczne zabobony i bajania przekazywane z pokolenia na pokolenie: o wilkołakach i wendigo, poltergeistach i wampirach, goblinach i mściwych duchach.

W tej pięknie ilustrowanej książce gospodarz bestsellerowego podcastu „Lore” i serialu jest naszym przewodnikiem w fascynującej podróży po historii tych przerażających stworów, badającym nie tylko legendy, ale także to, co one mówią o nas samych.
Aaron Mahnke prowadzi nas na odludne tereny Pine Barrens w New Jersey, zamieszkiwane przez osławionego diabła o czerwonych ślepiach. Pokazuje potworne przypadki kanibalizmu - niektóre oficjalnie udokumentowane, inne będące jedynie wytworem wyobraźni... być może. Odwiedza słabo oświetlone pokoje, w których odbywają się seanse spirytystyczne, europejskie wioski nękane przez gremliny, a nawet Key West na Florydzie, siedzibę demonicznej lalki imieniem Robert.
W swojej książce Aaaron Mahnke uświadamia nam, że czasem prawda jest bardziej przerażająca niż najbardziej wyszukane fantazje.
[opis wydawnictwa]
Książka zaciekawiła mnie już od pierwszych stron. Autor skupia się na wyjaśnieniu legend oraz pochodzenia przeróżnych istot. Mnie osobiście bardzo zaciekawił fragment o wampirach, wilkołakach oraz demonicznej lalce imieniem Robert. Jest to swego rodzaju kompendium wiedzy o istotach nadprzyrodzonych. Nie brakuje tu elfów, człowieka-ćmy, czy przypadków opętania. Niektóre historie potrafią przyprawić o dreszcze. 

Styl autora jest bardzo interesujący, wydaje się to zwykłą gadką z dawką humoru, jednak ma coś w sobie co przyciąga czytelnika, przynajmniej ja miałam takie odczucia. Dodatkowego klimatu dodają świetne ilustracje wykonane przez M.S. Corey'a. Na końcu książki możemy znaleźć bibliografię, z której korzystał autor, jeśli chcielibyśmy dowiedzieć się więcej na własną rękę. Podoba mi się to, że książka jest oparta na jego podcastu Lore. Podcast można znaleźć pod tym linkiem: 
https://www.lorepodcast.com/

Podsumowując dla osób, które lubią tego typu książki, jest to strzał w dziesiątkę. Autor w bardzo ciekawy sposób przybliża nam historię istot, które towarzyszą nam często w powieściach fantasy. Jest to dobra odskocznia, coś innego niż zwykle. Czy polecam? Zdecydowanie! Na pewno sięgnę po kolejną książkę autora, a także z chęcią posłucham jego podcastu!

5

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life