W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020)
środa, 13 maja 2020
Tytuł którego raczej nie trzeba przedstawiać, dlatego, że większość na pewno słyszała o nim podstawowe informacje. W skrócie, jeden z pierwszych polskich slasherów. Jestem ogromną fanką horrorów, a dokładniej właśnie slasherów, więc oczywiście, nie mogłam sobie tego odpuścić. Gdy tylko w moim kinie pojawiła się informacja o maratonie horrorów, od razu kupiłam bilet, głównie ze względu na owy tytuł. Jednak z wiadomo jakiej sytuacji, nie mogłam się wybrać na premierę. Film pojawił się więc na Netflixie. Potrzebowałam trochę czasu, żeby się za niego zabrać, jednak w końcu mi się to udało. Wrażenia?
Zanim do nich przejdę, warto wspomnieć o kilku podstawowych informacjach. Reżyserem jest Bartosz M. Kowalski, który wyreżyserował film Plac Zabaw. O tej pozycji również słyszałam, i to muszę przyznać dość dobre opinie. Miałam zamiar ją obejrzeć, ale jakoś zapomniałam. Mimo że nie jestem fanką polskich produkcji, to chyba jednak w najbliższym czasie postaram się to zrobić, bo jestem ciekawa jak Kowalski poradził sobie z tą produkcją. Wracając, film prawdopodobnie zdobył takową popularność jeszcze przed premierą ze względu na aktorów. Dość duża grupa odbiorców, w tym przyznam się ja, chciała sprawdzić, jak z horrorem poradzą sobie postacie chociażby Julii Wienawy czy Wiktorii Gąsiewskiej. Doskonale wiem, że w filmie pojawiło się również dużo więcej znanych osobistości, jednak ja, ani trochę nieogromna fanka polskich produkcji, większości nie kojarzyłam. Trochę wstyd się przyznać, a jednak.
Fabuła. Raczej nic odkrywczego. Grupa nastolatków, pogrążonych na co dzień w mediach społecznościowych i wszelakiej technologii, zostaje wysłana na obóz offline. W sam środek lasu. Brak zasięgu. Brak jakiejkolwiek cywilizacji. Co może pójść nie tak, prawda? Nie będę zdradzała więcej szczegółów, gdyż mogę przypadkiem rzucić jakimś spojlerem, a tego nie chcę. Jednak...czy jest tu co spojlerować? Obejrzałam trochę slasherów w swoim życiu i ten niczym się po prostu nie wyróżniał. Był nawet...gorszy? Jak czasem niektóre produkcje potrafią zaskoczyć, to tutaj przewidziałam każdą sytuację. Miałam nadzieję, że chociaż historia powstania seryjnego mordercy, będzie intrygująca, tak jak np. Freddy`iego Kruegera czy Jasona Voorheesa, jednak się myliłam. Dało się wymyślić coś gorszego? Wydaje mi się, że nie. O pozostałych postaciach również wspomnę tutaj, gdyż nie warto poświęcać im oddzielnego akapitu. Po prostu nie wyróżniają się niczym, slasher ma swój własny schemat bohaterów, no i twórcy postanowili się jego trzymać. Głupia blondynka, nerd, dziewczyna z przejściami. I tak dalej...
Niestety muszę tu również wspomnieć o efektach specjalnych. Jeśli mówimy o slasherach, od razu przed oczami pojawiają nam się krwawe sceny, zabójca po kolei eliminuje swoje ofiary na różne sposoby. Standard. Jednak właśnie te krwawe momenty...no przepraszam, ale wydaje mi się, że lepsze widziałam w filmach z lat 80. Były o wiele bardziej realistyczne. Nie chce mi się wierzyć, że twórcy nie mieli odpowiedniego funduszu...więc dlaczego? Sceny w których powinna być krew, jej nie było. Sam morderca nie wyglądał aż tak źle. Oczywiście nie można go porównać do takiego Freddy`iego Kruegera czy chociażby tajemniczego, ale jednocześnie wywołującego ciary Michaela Myersa.
Zakończenie raczej również każdemu znane, ale tego nie można zarzucić. Po prostu schematy, schematy i jeszcze raz schematy. Może właśnie taki był zamysł, ale jednak fajnie by było, gdyby chociaż raz zostało pokazane to "coś", co wyróżni produkcję od innych. Widać że polscy twórcy nie chcieli jednak się wyłamać i z jednej strony to dobrze, z drugiej nie do końca. Ja nie ma aż takiego żalu, lubię slashery właśnie dlatego, że są dość mocno przewidywalne i polegają na rozlewie krwi.
Podsumowując, czy warto? Nie jest to najgorsza rzecz, którą widziałam w życiu. Jeśli jesteś fanem/fanką owego gatunku, warto spróbować. Chociażby tylko po to, żeby przysłowiowo "zaliczyć" ten tytuł. Osobiście nie żałuję, że poświęciłam mu ten czas, szczególnie że nie był to jakiś długi film. Jednak czy do niego wrócę po raz kolejny? Odpowiedź jest prosta, nie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz