13 powodów (sezon finałowy)
środa, 10 czerwca 2020
Serial, o którym raczej każdy słyszał, wliczając w to dorosłych. 13 powodów to niby serial młodzieżowy, jednak porusza tak ważne tematy, że powinni go obejrzeć również rodzice. Takie miałam zdanie przy pierwszym sezonie. Jednak co z pozostałymi? Zacznę od tego, że produkcja pojawiła się na Netflixie w 2017 roku. Raczej nikt wtedy nie spodziewał się, że powstanie więcej niż ta jedna część. Dobra, sezon drugi mógł się jeszcze jakoś bronić, ale trzeci i czwarty? Czy miały one w ogóle sens?
Pierwsza idea serialu nie była najgorsza. Nastolatka popełnia samobójstwo i pozostawia po sobie 13 nagrań, których adresatami są konkretne osoby, będące powodami jej śmierci. Każda z postaci po kolei przesłuchuje owe kasety, ale akcja rozpoczyna się, gdy trafiają one do Claya, chłopaka zakochanego w owej dziewczynie. Dzięki niemu, jego wspomnieniom i oczywiście samym kasetom poznajemy bohaterów, a przede wszystkim martwą nastolatkę, Hannah. Właśnie tak wygląda fabuła całego pierwszego sezonu. Co dalej? Czy historia Hannah ciągnie się przez kolejne części? Drugi sezon skupia się na rozprawie sądowej, prowadzonej przez rodziców dziewczyny ze szkołą, która nie pomogła zapobiec owemu nieszczęściu. Znowu na ekranie pojawiają się bohaterowie z poprzedniej części, jednak tym razem mają możliwość sami opowiedzieć o swojej relacji z Hannah. Nie chcę mówić o fabule w kolejnych sezonach, ale nie mają one już bezpośredniego związku z Hannah. Jednak czy to źle?
Sama jestem zdania, że jeżeli nie będziemy się skupiać na pierwszej idei, serial wcale nie jest taki zły. W każdym sezonie porusza ciekawe, ale jednocześnie trudne tematy, z którymi warto się zapoznać, a nie je unikać. Pokazuje że nastolatkowie są bardziej skomplikowani niż niektórym się wydaje, a do tego że nie każdy jest taki sam i różnie reaguje na określone sytuacje w swoim życiu. Niektóre rzeczy bywają przekoloryzowane, ale to lepiej niż gdyby były całkowicie omijane. Wiele razy próbowałam przekonać swoich rodziców, aby obejrzeli chociażby pierwszy sezon, jednak ta młodzieżowa otoczka, która jest widoczna, za bardzo ich zniechęca. A szkoda, bo problematyka jest bardzo ważna i potrzebna. W poście chciałam skupić się na ostatnim sezonie, gdyż jego transmisja odbyła się niecały tydzień temu. Obejrzałam go od razu, mój seans trwał do trzeciej w nocy. Ale czy warto?
W finałowym sezonie tylko w jednym odcinku wspominają postać Hannah. Oczywiście, wszystko co się dzieje jest skutkiem poprzednich wydarzeń, jednak od nich odbiega. Czwarty sezon skupia się na uzależnieniach oraz chorobach psychiczny, czego dowiadujemy się już na początku. Lektor oznajmia nam, że jeśli zmagamy się z którymś z owych problemów serial nie jest przeznaczony dla nas i sam zachęca nas do szukania pomocy. Całkowicie popieram, nie należy lekceważyć swoich problemów!
Na kim tym razem skupia się serial? Można uznać, że nie ma jednego głównego bohatera, ale jest nim po części właśnie Clay. Chłopak po tym wszystkim co przeżył, zaczyna powoli tracić panowanie nad sobą i swoim życie. Widzi coś, co nie powinno mieć miejsca, osoby, których już dawno nie ma w jego życiu. Wizje dotykają również niektórych jego znajomych. Przyznam, że w niektórych momentach czułam się, jakbym oglądała słaby horror. Z dramatu psychologicznego twórcy zrobili coś naprawdę...dziwnego? Oczywiście, raczej większość 'tajemnic' była dość przewidywalna. Poza ukazaniem wewnętrznych rozterek bohaterów wpleciony również wiele innych wątków. Protesty przeciwko rasizmowi, strzelanina w szkole, czy chociażby zwykła wycieczka szkolna. Niektóre to naprawdę ważne tematy, jednak nie czy trzeba było poświęcać im cały odcinek? Mimo że nic nie wprowadzały do fabuły? Raczej nie.
Bohaterowie. Zawsze lubię o nich mówić, więc nie może zabraknąć takiego akapitu. Ubolewam nad tym, że w poprzednich sezonach twórcy starali się ukazać każdego po trochu, abyśmy poznawali ich charaktery, historie. W czwartym sezonie postanowili skupić się na kilku z nich. Dwójka bohaterów z pierwszego, najważniejszego sezonu miała tylko dwa zdania w odcinku finałowym. Tak samo postać Zacha, który był jednym z moich ulubionych. Tak bardzo niedoceniony i pominięty, bardzo nad tym ubolewam. No i wątki homoseksualne...nie będę oszukiwała, jedne z moich ulubionych i uważam że nigdy nie jest ich za dużo. Prawie nigdy. W finale zdecydowanie przesadzili, co druga osoba okazywała się gejem. Na końcówce zaczęli wręcz robić z tego główny wątek. Ale...czy to nie miał być serial o samobójstwie dziewczyny?
Chciałabym zwrócić uwagę na same ujęcia oraz barwy. Ujęcia o wiele lepsze niż w poprzednich sezonach, niby wydają się zwyczajne, jednak niektóre sceny są naprawdę dobrze pokazane. Szczególnie zbliżenia na twarze postaci. Barwy, które dodają klimat. Nie ukrywał, bardzo mi się to podobało w trzecim sezonie, przez co chyba stał się moim ulubionym. Nie do końca ze względu na fabułę (chociaż z pewnych względów była ciekawa, jednak nie chcę spojlerować), ale ze względu na ponure barwy, które dodawały taki...trochę depresyjny, ale jednocześnie prawdziwy nastrój. Czwarty sezon był całkowitym przeciwieństwem, jednak czy to źle? Ni...nie. Jaskrawe barwy wyglądały dobrze, czasem sielankowo. Mimo to czasem oddawały naprawdę w sposób rewelacyjny całą scenę.
W podsumowaniu tylko trochę wspomnę o zakończeniu. Jak niektóre odcinki się ciągnęły, a zbędne sceny powinny zostać usunięte, to wszystko znika przy zakończeniu. Wydawało się za długie, jednak właśnie wprowadzenie do niego sprawiło że pod koniec się popłakałam. W połowie miałam już takie myśli Dobra jednak się nie popłacze. Na końcówce całkiem o tym zapomniałam i uroniłam kilka łez. Do dzisiaj się cieszę że oglądałam to z kuzynką, bo przy ludziach nie potrafię zazwyczaj płakać, wiem, że gdybym była sama to skończyłoby się to gorzej. Zakończenie, niespodziewane, jednak nie zawiodło. Dzięki niemu ostatni sezon się obronił i uważam, że mimo wszystko warto go obejrzeć. Nie jest niczym wyjątkowym, oglądałam w swoim życiu lepsze i gorsze produkcje. Ważne jest to, że może skłonić do refleksji i dostrzeżenia tego, czego na co dzień nie widzimy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz