Urodzinowy Tag dla Asaial

wtorek, 25 sierpnia 2020

 Dzisiaj urodziny ma nasza przyjaciółka, która kiedyś prowadziła tego bloga razem z nami. Z tej okazji postanowiłyśmy zrobić, coś na wzór tagu związanego z jej osobą. Wymyśliłyśmy cztery zadania i każda z nas wykona je na swój sposób. 

Ułóż imię Asaial za pomocą pierwszych liter tytułów książek

Magda:

Kuracja Samobójców Program cz. 2 - Suzanne Young

Adeptka - Rachel E. Carter 

Mrok - Alicja Wlazło 

Igrzyska Śmierci - Suzanne Collins 

Lepszy Świat -Marcus Sakey 

Apartament - S. L. Grey 

Z powyższych książek mogę wam polecić jedynie Mrok i Igrzyska Śmierci, ponieważ tylko je mam ukończone. Pozostałe dopiero przede mną. 

Martyna:

Kształt twojego głosu - Yoshitoki Oima

After - Anna Todd

Miasteczko Salem - Stephen King

Intruz - Stephenie Meyer

Love, Rosie - -Cecelia Ahern

Amityville Horror - Jay Anson


Jedyną książką, której jeszcze nie udało mi się przeczytać i czeka na mnie na półce jest Miasteczko Salem, natomiast resztę jak najbardziej w jakimś stopniu polecam. 

 


Poleć Asaial trzy książki z jej ulubionego gatunku, których nie czytała:

Magda: 

Psychopaci - Seager Stephen 

Księżniczka Popiołu - Laura Sebastian 

Córka Króla Piratów - Levenseller Tricia 

Martyna:


Mroczne Intrygi - Cassandra Clare

Baśniobór - Brandon Mull (niby pozycja dla młodszych, ale mam do niej taki sentyment, że sama mogę ją nawet teraz czytać, kocham!)

Dwa Światy - Jennifer L. Armentrout


Bohaterka, która kojarzy Ci się z Asaial: 

Magda:

Nie powiem, nie było to łatwe, ale poprosiłam naszą wspólną przyjaciółkę Zuzię o wypisanie cech charakteru Kamili... I udało się! Blue Sargent z Króla Kruków. Blue była upartą i niezależną osobą. Jest lojalna wobec przyjaciół i rodziny. Nie lubiła jak traktowało ją się przedmiotowo. Do tego często bywała sarkastyczna. No wypisz, wymaluj Kamila! 

Martyna:

Dość długo musiałam się nad tym zastanawiać, przyznaję. Każda bohaterka miała w sobie coś, co nie pasowało do Kami. W końcu zdecydowałam się na Tris Prior z serii Niezgodna. Przeczytałam tylko jedną część i nie przypadła mi do gustu, jednak z filmami z owej serii się zapoznałam, więc poznałam Tris. I wydaje mi się że jest idealną bohaterką pasującą do naszej Kami. Jest wyjątkowo inteligentna, odważna, ale jednocześnie dobra. Zna swoje wartości i wie, co w życiu jest najważniejsze. Znacząca jest dla niej rodzina i przyjaciele. Jednak decydującym aspektem, dzięki któremu postanowiłam utożsamić ją z Kami jest to, że nie daje sobą pomiatać i potrafi walczyć o swoje, nieważne co powiedzą inni. Ma silny charakter. 


Do którego uniwersum według Ciebie pasuje Asaial?

Magda:

Hm. Harry Potter. Odnalazłaby się tam. Rzucałaby na ludzi klątwy albo handlowała nielegalnie różdżkami na boku. 

Martyna:

Spojrzałam na swoją biblioteczkę i pierwsze co wpadło mi w oko to Hobbit. Dlaczego? Kami nie jest nudną osobą, więc idealnie wpasowałaby się w klimat przygód i zwiedzania krainy. W bitwie również dałaby sobie bez problemu radę oraz nie nabrałby się na wszelakie pułapki zastawione przez różne istoty. Mogłaby być tam...elfem? Jak najbardziej mi to pasuje!


Na koniec chciałybyśmy życzyć jej wszystkiego co najlepsze. Aby spełniły się wszystkie marzenia - te mniejsze i większe. Dużo zdrowia w tych trudnych czasach. Samych szóstek w szkole! I przede wszystkim dużo szczęścia i pomyślności, żeby przytrafiały się same dobre rzeczy!



0

Follow Me (2020)

środa, 19 sierpnia 2020

Bezapelacyjnie sierpień jest dla mnie miesiącem filmów. Oglądam je cały czas, nie pamiętam kiedy ostatnio obejrzałam jakiś odcinek serialu. A zdecydowanie powinnam. Kolejny sezon The Order, The Rain i The Umbrella Academy. Co z tego udało mi się zobaczyć? Jeden odcinek TO i chyba z 4 TUA. Słabo jeśli się jest największą fanką seriali. Dlatego dzisiaj Was nie zaskoczę i zrecenzuję kolejny film.

Pomiędzy kultowymi slasherami (które kocham) nachodzi mnie ochota na coś nowszego. Przeglądając wszystkie propozycję trafiłam właśnie na ten film. Pomimo, że jest z tego roku nie miałam trudności ze znalezieniem go. Po przeczytaniu opisu nie wydawał mi się jakoś bardzo interesujący, ale nic lepszego nie znalazłam, więc trafiło właśnie na niego. Czy mnie zaskoczył?

Film opowiada o grupie przyjaciół, których pasją jest nagrywanie różnorakich filmików do internetu. Jeden z nich dzięki temu poznaje moskiewskiego bogacza, których zaprasza ich do siebie. Oczywiście, takiej okazji nie da się przegapić, bez wahania się zgadzają, w końcu materiał do internetu sam się nie nakręci. Do pewnego czasu wszystko wydaje się fajnym, pełnym wrażeń wyjazdem. Do czasu...

Sam pomysł na fabułę, w porządku. Nic odkrywczego, ale to moje klimaty. Zakończenie również mnie nie zaskoczyło, jednak dalej nie mogę zdecydować czy było na plus, czy bardziej na minus.

Przyznam że do obejrzenia przekonał mnie aktor. Keegan Allen. Ostatni raz widziałam go na ekranie Pretty Little Liars, więc chciałam zobaczyć jak sobie poradzi. Muszę przyznać że gra aktorska, nie tylko jego, jakoś specjalnie mnie nie zainteresowała. No okej, zagrali to zagrali, nie było to jakoś przesadzone, ani też nie ubogie w reakcje.

Nie ma w tym filmie tak naprawdę nic o czym można dyskutować. Ani jakiejś wyjątkowej muzyki, ani efektów specjalnych. Taki typowy film do rozluźnienia, do obejrzenia jeden raz. Jeśli tego szukacie, nie macie większych wymagań, to chyba polecam?

0

Ukryta Łowczyni - Danielle L. Jensen

czwartek, 6 sierpnia 2020



Jeśli świat spłonie, to ty będziesz miała krew na rękach...

Niedawno pisałam o pierwszej części Trylogii Klątwy, teraz przyszedł czas na drugą! Czy była równie dobra jak pierwsza? Jak potoczą się dalej losy Cécile, Tristana oraz pozostałych trolli? 

W mieście pod górą tyran sprawuje władzę absolutną. Jedyny troll, który byłby zdolny mu się przeciwstawić, został oskarżony o zdradę i uwięziony. Cécile uciekła z mrocznego Trollus, ale już wkrótce zdała sobie sprawę, że wcale nie znajduje się poza zasięgiem władzy króla i jego manipulacji Cécile mieszka z matką w Trianon i każdego wieczora występuje na deskach sceny operowej. Za dnia zaś niestrudzenie szuka Anushki, czarownicy, która przez pięć stuleci umykała trollom. A niezależnie od tego, czy zwycięży, czy poniesie porażkę, jej bliscy zapłacą wysoką cenę.

Aby odnaleźć Anushkę, dziewczyna musi zagłębić się w magię, która jest mroczna i zabójcza. Czarownica jest jednak przebiegła, a Cécile może się okazać nie tylko łowczynią, ale i zwierzyną.

[opis wydawnictwa] 

Co na pewno się zmieniło? Nie ma już tak rzucających się w oczy błędów w wydaniu! Chwała im za to! Styl autorki pozostał taki sam, nadal jest bardzo przyjemny i lekki, czytałam drugą część jeszcze szybciej niż poprzednią. Dalej mamy okazje poznawać historię z dwóch perspektyw, co jest dla mnie dużym plusem. Zwroty akcji. Doceniam, że autorka dalej je wykorzystuje. Jednak momentami powieść zaczyna się robić...dość przewidywalna. Na szczęście potrafi nas zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.Przynajmniej takie jest moje wrażenie. Czytałam opinie innym na ten temat i dla wielu fabuła jest bardziej oczywista. 

Bohaterowie? Pojawia się wiele nowych postaci. Mamy okazje poznać rodzinę i przyjaciół Cécile. Wciąż jednak nie brakuje wątków ze starymi bohaterami. Na początku bardzo nie lubiłam przyjaciółka Cécile - Sabine. Była bardzo irytująca, chciała pomóc, ale jedynie tylko szkodziła. Jednak z czasem zdobyła moją sympatię, okazała się wierną i pomocną przyjaciółką.Podoba mi się również, że mamy okazję bliżej poznać Chrisa, który okazuje się być bardzo zabawnym, lojalnym i odważnym facetem. Matka naszej głównej bohaterki...Od początku jej nie lubiłam, ten brak sympatii finalnie okazał się słuszny.   

 Co do samej fabuły...Autorka bardzo ciekawie ją rozwinęła. Cécile próbuje wieść normalne życie, ale także szuka sposobu aby pomóc trollom z powierzchni. Dzięki śledztwu Cécile w sprawie wiedźmy, która rzuciła klątwę, mamy okazje jeszcze bliżej poznać historię Trollus. Czy uda jej się odnaleźć Anushkę i ją powstrzymać? 

W świecie trolli również nie jest kolorowo. Po nieudanym buncie Tristan traci poparcie i sprzymierzeńców. Czy uda mu się wszystko naprawić? Czy zdoła powstrzymać swojego okrutnego ojca? Czy miłość Tristana i Cécile ma jakiekolwiek szansę przetrwać? 

Jeżeli pierwsza część wam się spodobała, to uważam, że druga część również może was zaintrygować. Chociaż opinie na ten temat są różne. Mi osobiście przypadła do gustu. Jeżeli natomiast Porwana pieśniarka nie przypadła wam do gustu, spróbujcie dać szansę Ukrytej  Łowczyni. Być może czymś was zaskoczy? 

1

Tropiciele mogił

środa, 22 lipca 2020

Ostatni tydzień spędziłam na oglądaniu filmów. Trafiło na horrory, głównie te z kategorii found footage. W końcu dałam się namówić na Paranormal Activity, obejrzałam całą serię. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie podzielić się z Wami swoimi wrażeniami w tym właśnie poście. Jednak to nie była jedyna seria, jaką obejrzałam z tej kategorii. Kiedyś, bardzo dawno temu ktoś polecił mi Tropicieli mogił. Jako że Paranormal Activity bardzo mi się spodobał, to wahałam się czy to obejrzeć. Nie ukrywam, jestem większą fanką slasherów, niż tych typowo paranormalnych horrorów. Szczególnie że osoba, która mi to polecała, uważała że to najstraszniejszy film jaki widziała. Zwiastun sprawił, że uznałam, iż zdecydowanie nie jest to produkcja dla mnie. Skończyłam jednak przed ekranem, oglądając dwie części tego samego dnia. 

Wszystko oczywiście jest realizowane w formie found footage, czyli akcję widzimy z pierwszej ręki. Filmy found footage są stylizowane na znalezione amatorskie nagrania, które rejestrowane były przez jednego z bohaterów. Przyznam, że owa koncepcja przypadła mi do gustu i chętnie będę szukała innych produkcji robionych w ten sposób. Z tego co już widziałam, nie jest ich jakoś bardzo dużo, ale mam nadzieję, że się to zmieni.   

Tropiciele mogił to kanadyjski horror, składający się z dwóch części, jednej z 2011 roku, a drugiej z 2012. Tytułowi tropiciele mogił to grupa filmowców, kręcących nowy odcinek swojego telewizyjnego show o zjawiskach paranormalnych w szpitalu psychiatrycznym. Czy można wybrać straszniejsze miejsce? Serio, nie da się znaleźć gorszego miejsca. Niestety tym razem jest inaczej. Zostają uwięzieni w tym przerażającym miejscu i w końcu odkrywają że nie są tam sami. 

Natomiast druga część skupia się na grupie nastolatków, zafascynowanych pierwszą częścią (trochę skomplikowane, wiem), którzy postanawiają sprawić co tak naprawdę wydarzyło się w owym szpitalu, czy to co widzieli jest tylko wyreżyserowaną fikcją, czy może rzeczywiście bohaterowie i wydarzenia są prawdziwe. 

Bohaterowie. Niestety nie miałam do czynienia z większością aktorów wcześniej, widziałam ich pierwszy raz i z tego co patrzyłam, raczej nie mają oni rozbudowanej filmografii. Dopiero w drugiej części pojawił się Richard Harmon, którego oczywiście, znam i uwielbiam. Mimo, że jest jednym z moich ulubionych aktorów i jego gra w owym horrorze bardzo mi się spodobała, to jednak jestem większą fanką pierwszej części. Druga trochę...przynudza? Ma dobre momenty, ale jednak nie jestem co do niej przekonana. O bohaterach nie ma co mówić, w horrorach niestety nie mamy z nimi do czynienia jakoś długo, a większość postaci, poza "głównym" bohaterem nie jest jakoś szczególnie rozbudowana.

Klimat całkowicie przerażający. Nie istnieje chyba nic straszniejszego, niż szpital psychiatryczny, w nocy. W niektórych momentach przypominał mi owy film grę pt. Outlast. Również jedna z najbardziej stresujących i przerażających gier z jakimi miałam do czynienia. Nie brakuje oczywiście jumpscarów. Jeśli lubicie się bać, to jest to zdecydowanie film dla Was.

Dlaczego chciałam Wam powiedzieć o akurat tym horrorze? Wydaje mi się, że Paranormal Activity większość jednak zna, jeśli nie to polecam! Naprawdę mało słyszałam o Tropicielach mogił, a mimo wszystko ten film zasługuje na uwagę. Nie jest to film akcji, gdzie co chwilę się coś dzieje, bardzo często czekamy na jakąś akcję, ale warto. Dla samego klimatu i zwrotów akcji, które jednak zaskakują przy końcówce filmu, szczególnie drugiej części. Po prostu polecam, jeśli lubicie horrory o jumpscary, produkcja jest przeznaczona właśnie dla Was!
0

Jay Anson — Amtyville horror

środa, 8 lipca 2020

Na samym początku muszę się przyznać, to jest jedyna książka jaką przeczytałam w czerwcu i wcale nie jestem z tego dumna. Chyba nie mam aktualnie weny do czytania, jednak mam nadzieję że się to zmieni, gdyż podczas tych wakacji chciałabym przeczytać jeszcze kilka pozycji. Nie miałam zamiaru pisać recenzji o Amtyville horror, jednak stwierdziłam że czemu nie. Większość z nas jeśli słyszała o tym tytule, to wydaje mi się, że głównie o filmie. Ja również, jednak pewnego dnia, przeglądając księgarnię internetową trafiłam na ową pozycję. Tak pojawiła się na mojej biblioteczce.

George Lutz wraz ze swoją rodziną wprowadza się do posiadłości, którą kupił za bezcen. Rodzina jest szczęśliwa z okazji, która się im przytrafiła i pragnął spędzić w Amtyville wiele pięknych lat. Wszystko zmienia się dopiero gdy na terenie posesji zaczynają się im przytrafiać dziwne i niewytłumaczalne rzeczy. Historia z tego co udało mi się dowiedzieć jest oparta na faktach. Autorka książki chce przedstawić nam owe przeżycia bohaterów, ale jednocześnie skłonić do refleksji, czy to naprawdę zjawiska nadprzyrodzone czy może jednak coś, co da się wytłumaczyć naukowo. Czytając, sami musimy sobie na to odpowiedzieć.

Nie oglądałam filmu, ale zastanawiam się nad tym. Sama fabuła mi się spodobała, zdecydowanie moje klimaty. Nie jestem jednak fanką książkowych horrorów, bo akcja zazwyczaj jest tam po prostu nudna, jednak ten z łatwością przeczytałam. Nie dlatego, że dużo się tam działo, było wiele zwrotów akcji, gdyż tak nie było, po prostu styl autorki przypadł mi do gustu i z chęcią czytałam. Wszystko było przedstawione w prosty sposób, który nie sprawiał, że całość była uciążliwa i chciało się omijać niektóre opisy.

Zawsze poruszam kwestie bohaterów. Czy jednak w tym przypadku warto się rozwodzić? Wydaje mi się, że nie. Nie dlatego, że bohaterowie byli nudni, o nie. Za dużo o nich samych nie wiemy, to fakt. Szczególnie jeśli chodzi o dzieci. Mimo to został przedstawione w ciekawy sposób, pomimo strachu i wielu niebezpieczeństw dalej walczyli o to, co należało do nich. W wielu momentach było widoczne, że mają już dość, jednak się nie poddawali. Rozczarował mnie jedynie ksiądz, który tak naprawdę...nie pełnił żadnej konkretnej roli. Obyłoby się po prostu bez niego.

Klimat. Jak wcześniej mówiłam, wszystko było przedstawione dość w prosty sposób, jednak nie odejmowało to samemu klimatowi. Muszę się przyznać, a bardziej wytłumaczyć, że czytałam to kilkanaście dni dlatego, że zazwyczaj miałam ochotę robić to wieczorem, ale...trochę się bałam? Jakoś tak dość często sobie odpuszczałam w trakcie, bo uznawałam, że to zdecydowanie nie jest pora na takie czytanie.

Czy polecam ową pozycję i jeśli tak to komu? Owszem, polecam. Jednak nie jestem do końca pewna komu. Dla zagorzałych fanów horrorów nie wiem czy się spodoba. Będzie im się dobrze czytało, ale zdecydowanie nie będzie to żadna nowość. Natomiast jeśli nie przepadacie za horrorami, na pewno się nie zawiedziecie i być może przekona was to do sięgnięcia po inne pozycje z tego gatunku. W skrócie, warto ale nie jest to książka, z którą koniecznie musicie się zapoznać.


0

Danielle L. Jensen — Porwana Pieśniarka

środa, 24 czerwca 2020


-Dlaczego? – Uderzyłam pięściami w stół. – Dlaczego nie możesz mi uwierzyć?   Dlaczego mi nie ufasz?
-Ponieważ jesteś człowiekiem, Cécile. Możesz okłamać nawet samą siebie.

Porwana Pieśniarka to pierwsza część Trylogii Klątwy autorstwa Danielle L Jensen. Przyznam, że książka leżała u mnie na półce od dobrych kilku miesięcy. Chciałam się za nią zabrać już dawno, jednak za każdym razem odkładałam ją na bok i brałam się za inne tytuły. W końcu jednak przyszedł na nią czas. Jak wrażenia? 

Czasami trzeba zrobić coś niewyobrażalnego. Od pięciu stuleci trolle nie mogą opuszczać miasta pod ruinami Samotnej Góry. Więzi je klątwa czarownicy. Przez wieki wspomnienia o ich mrocznej i złowrogiej magii zatarły się w ludzkiej pamięci.
Niespodziewanie pojawia się przepowiednia o związku, który złamie potężne zaklęcie. W Cécile de Troyes rozpoznano kobietę z przepowiedni. Zostaje więc porwana i uwięziona pod górą. Od pierwszej chwili w podziemnym mieście dziewczyna myśli tylko o jednym – o ucieczce. Trolle, które ją uprowadziły, są jednak inteligentne, szybkie i nieludzko silne. Porwana musi czekać na właściwy moment i stosowną okazję.
Z biegiem czasu dzieje się coś niezwykłego – w sercu Cécile kiełkuje uczucie do tajemniczego księcia, z którym została związana ślubem. Dziewczyna poznaje kolejne osoby, nawiązuje przyjaźnie i powoli uzmysławia sobie, że może być jedyną nadzieją dla mieszańców zniewolonych przez trolle czystej krwi. W mieście wybucha bunt. A Tristan, jej książę i przyszły król, jest jego tajnym przywódcą.
W miarę zanurzania się w świat skomplikowanych intryg politycznych podziemnego świata Cécile przestaje być córką prostego rolnika, staje się księżniczką, nadzieją całego ludu i czarownicą obdarzoną mocą dość potężną, by na zawsze zmienić Trollus, podziemne miasto. 
[opis wydawnictwa]
 
Muszę przyznać, że książka bardzo mnie wciągnęła od samego początku. Cała akcja toczy się w średniowieczu w wykreowanym przez autorkę świecie. I muszę przyznać, że Danielle świetnie sobie z tym poradziła. Świat, który stworzyła jest interesujący, inny niż zazwyczaj spotykamy w fantastyce i tego mi właśnie ostatnio brakowało. Chociaż bardzo lubię ten gatunek, to powielane schematy w tych powieściach zaczynały mnie już męczyć. Autorka zdecydowała się na trolle i moim zdanie świetnie poprowadziła ich historię. Podoba mi się, że z każdym rozdziałem dowiadujemy się o nich czegoś nowego. 
 
Sam zamysł wplątania w fabułę trolli jest dla mnie czymś intrygującym. W fantastyce, po którą zazwyczaj sięgam nigdy owe stwory się nie pojawiały. Z początku nie pasowało mi to, że niektóre trolle były...piękne. Zawsze było przyjęte, że trolle to odrażające kreatury i gdy Cécile pierwszy raz spotyka Tristana i uważa go za najprzystojniejszego chłopaka jakiego widziała... Ah...Nie pasowało mi to. Jednak z biegiem czasu autorka jedną rozmową głównych bohaterów sprawiła, że przestało mi to przeszkadzać. 
 
 Nie mogę tutaj nie wspomnieć o niespodziewanych zwrotach akcji, które zdarzają się dość często. Co tylko urozmaica fabułę i sprawia, że staje się mniej przewidywalna. Jedyne co jest oklepane w owej serii, to motyw miłości między Cécile i księciem trolli Tristanem, autorka urozmaiciła go trochę łącząc bohaterów rytuałem, dzięki, któremu oboje odczuwają swoje emocje. Nie brakuje tu też magii, która jest bardzo ciekawie opisana w książce. Bardzo się cieszę, że nie jest to tak jak w przypadku Wiedźmy morskiej i ta magia jest tutaj bardzo widoczna. Od magii trolli, przez niewinnie zaklęcia uzdrawiające, po potężne zaklęcia rzucane za pomocą magii krwi. 
 
Styl autorki jest bardzo przyjemni i lekki. Jedynym problemem były imiona niektórych bohaterów, szczególnie te prawdziwe. Jednak nie przeszkadza to tak bardzo. Podobało mi się, że mieliśmy szansę poznać historię z dwóch perspektyw - Cécile i Tristana. Była jedna rzecz, która bardzo mnie bolała - były to błędy w wydaniu. Zdarzało się, że osoba, która tłumaczyła książkę, zmieniała płeć bohaterom. 
 
Co do postaci, to muszę przyznać, że bardzo polubiłam główną bohaterkę. Cieszę się, że Cécile nie okazała się kolejną płytką i lekkomyślną postacią, jak to często bywa. Chociaż wychowywana była od samego początku na miejską dziewczynę, to jednak życie na wsi nauczyło ją radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Chociaż popełniała czasami błędy, to potrafiła wyciągnąć wnioski i przekształcić sytuacje na swoją korzyść. 
Jeśli chodzi o Tristana... Miałam co do niego mieszane uczucia. Z początku dał się poznać z nieciekawej strony, jednak z czasem pokazał, że to tylko pozory. Z czasem zaczęłam się do niego przekonywać. 
Bohaterami pobocznymi, których bardzo polubiłam to bliźniacy Victor i Vincent. Dwójka, która ciągle ze sobą rywalizowała. Z nimi zdecydowanie nie można było się nudzić. Rywalizowali o tytuł, jednak było widać było między nimi więź, która wydawała się dla nich ważniejsza niż przydomek barona. 
Muszę tu również wspomnieć o Marcu, który był od początku przyjaźnie nastawiony do Cécile. Mogła na nim polegać w trudnych chwilach. Do tego jego historia...

Podsumowując. Jeżeli szukasz czegoś nowego, czegoś co wychodzi trochę poza schematy, intrygującej historii, ciekawych bohaterów, czy magii - to jak najbardziej polecam. Tylko trzeba przymknąć oko na błędy w wydaniu... Ja z przyjemnością na pewno zabiorę się za kolejny tom owej serii. 
0

Alicja Wlazło — Iskra

środa, 17 czerwca 2020


Iskra
to druga część serii Zaprzysiężeni (Recenzja Mroku
Książkę zamówiłam od razu po premierze, jednak trochę późno się za nią zabrałam. Przez długi czas nie miałam ochoty na czytanie i wyglądało to tak, że czytałam ją trochę na siłę. Codziennie starałam się po jednej stronie, ale w końcu po prostu ją odłożyłam. Po krótkiej przerwie chęć do czytania wróciła i szybko skończyłam ją czytać. Czy była tak dobra jak pierwsza część?

Nadszedł mrok, ale gdzieś w nim tli się jeszcze iskierka nadziei!


Laureen z całych sił próbuje sprostać pokładanym w niej oczekiwaniom, ale strach i tęsknota za utraconą rodziną sprawiają, że trudno jej pogodzić się z obojętnością Sigarra i wymaganiami Ladysława. Intrygi pośród Zaprzysiężonych zataczają coraz szersze kręgi i nie wiadomo kto jest przyjacielem a kto wrogiem.


Ziemia spłynie krwią i łzami... Czyimi?!
[opis wydawnictwa]

 Życie Laureen, a raczej Kalisty zmieniło się 180 stopni. Razem z nią możemy poznać tajemniczy świat Zaprzysiężonych. Jednak cele wciąż zostały te same - ocalić rodzinę. Życie kobiety jest pełne tajemnic i niewyjaśnionych zjawisk. Nie wiadomo komu można zaufać a na kogo trzeba uważać. Czy pogodzi plany ratowania rodziny wraz z nowym życiem i obowiązkami Zaprzysiężonej? Jak potoczy się historia Kalisty? 

Przyznam, że ta część bardziej mi się spodobała, dlatego, że mieliśmy tutaj okazję lepiej poznać świat Zaprzysiężonych. Nowe rasy, światy, więcej magii, alchemii. Czyli coś na co czekałam. Autorka świetnie poradziła sobie z przedstawieniem nam wykreowanego przez siebie świata. Podoba mi się, że nie ma sporego przeskoku w czasie między częściami i zaczynamy tam gdzie skończyliśmy w MrokuDo tego dochodzą świetne opisy walk, nieoczekiwane zwroty akcji. Także podobnie jak w pierwszej części mamy możliwość poznawania historii z różnych perspektyw, nie tylko głównych bohaterów, co jest dla mnie wielkim plusem. A zakończenie? Przyznam, że to był dla mnie spore zaskoczenie, tego się nie spodziewałam. I jest to jak najbardziej na plus, właśnie takich zwrotów akcji potrzebowałam! Jednak sprawiła, że mam pewien niedosyt...Z niecierpliwością pozostaje czekać na kolejną część i rozwój historii! 

Co do bohaterów...Mimo, że lepiej poznajemy historię Tessy - nadal jakoś nie pałam do niej sympatią. Jakoś nie potrafię się do niej przekonać. 
Jeśli chodzi o główną bohaterkę podoba mi się jej determinacja w dążeniu do swojego celu, jej wytrzymałość. Lubię gdy postacie są dobrze dopracowane, barwne i Kalista zdecydowanie się do nich zalicza. 
Sigarr. Człowiek zagadka. Z jednej strony zależy mu na Laureen i chciałby być blisko niej, a z drugiej strony ją odpycha. Ale mimo wszystko bardzo go lubię. W recenzji pierwszej części praktycznie nie wspomniałam o nich jak o parze, ponieważ nie ma tu typowego motywu miłości, ich relacja jest bardzo...skomplikowana. Ale jest to jak dla mnie bardzo na plus, lubię gdy autorzy wychodzą poza schematy.  
Moją sympatię zdobył również Silimir. Mag jest bardzo tajemniczy, ale wydaje się godzien zaufania. Jednak bywa momentami dla mnie irytujący. (Team Sigarr!)
Co do Ladysława...Moja niechęć nadal pozostała i raczej to się nie zmieni. 

Podsumowując! Druga część równie dobra co pierwsza, a nawet lepsza! Jeżeli ktoś miał wątpliwości po Mroku, to Iskra zdecydowanie je rozwieje! Magia, alchemia, walki, nietypowy wątek miłosny, niespodziewane zwroty akcji... Czego chcieć więcej? Z niecierpliwością czekam na dalsze losy Kalisty! 
0

13 powodów (sezon finałowy)

środa, 10 czerwca 2020



Serial, o którym raczej każdy słyszał, wliczając w to dorosłych. 13 powodów to niby serial młodzieżowy, jednak porusza tak ważne tematy, że powinni go obejrzeć również rodzice. Takie miałam zdanie przy pierwszym sezonie. Jednak co z pozostałymi? Zacznę od tego, że produkcja pojawiła się na Netflixie w 2017 roku. Raczej nikt wtedy nie spodziewał się, że powstanie więcej niż ta jedna część. Dobra, sezon drugi mógł się jeszcze jakoś bronić, ale trzeci i czwarty? Czy miały one w ogóle sens?

Pierwsza idea serialu nie była najgorsza. Nastolatka popełnia samobójstwo i pozostawia po sobie 13 nagrań, których adresatami są konkretne osoby, będące powodami jej śmierci. Każda z postaci po kolei przesłuchuje owe kasety, ale akcja rozpoczyna się, gdy trafiają one do Claya, chłopaka zakochanego w owej dziewczynie. Dzięki niemu, jego wspomnieniom i oczywiście samym kasetom poznajemy bohaterów, a przede wszystkim martwą nastolatkę, Hannah. Właśnie tak wygląda fabuła całego pierwszego sezonu. Co dalej? Czy historia Hannah ciągnie się przez kolejne części? Drugi sezon skupia się na rozprawie sądowej, prowadzonej przez rodziców dziewczyny ze szkołą, która nie pomogła zapobiec owemu nieszczęściu. Znowu na ekranie pojawiają się bohaterowie z poprzedniej części, jednak tym razem mają możliwość sami opowiedzieć o swojej relacji z Hannah. Nie chcę mówić o fabule w kolejnych sezonach, ale nie mają one już bezpośredniego związku z Hannah. Jednak czy to źle?

Sama jestem zdania, że jeżeli nie będziemy się skupiać na pierwszej idei, serial wcale nie jest taki zły. W każdym sezonie porusza ciekawe, ale jednocześnie trudne tematy, z którymi warto się zapoznać, a nie je unikać. Pokazuje że nastolatkowie są bardziej skomplikowani niż niektórym się wydaje, a do tego że nie każdy jest taki sam i różnie reaguje na określone sytuacje w swoim życiu. Niektóre rzeczy bywają przekoloryzowane, ale to lepiej niż gdyby były całkowicie omijane. Wiele razy próbowałam przekonać swoich rodziców, aby obejrzeli chociażby pierwszy sezon, jednak ta młodzieżowa otoczka, która jest widoczna, za bardzo ich zniechęca. A szkoda, bo problematyka jest bardzo ważna i potrzebna. W poście chciałam skupić się na ostatnim sezonie, gdyż jego transmisja odbyła się niecały tydzień temu. Obejrzałam go od razu, mój seans trwał do trzeciej w nocy. Ale czy warto?

W finałowym sezonie tylko w jednym odcinku wspominają postać Hannah. Oczywiście, wszystko co się dzieje jest skutkiem poprzednich wydarzeń, jednak od nich odbiega. Czwarty sezon skupia się na uzależnieniach oraz chorobach psychiczny, czego dowiadujemy się już na początku. Lektor oznajmia nam, że jeśli zmagamy się z którymś z owych problemów serial nie jest przeznaczony dla nas i sam zachęca nas do szukania pomocy. Całkowicie popieram, nie należy lekceważyć swoich problemów!

Na kim tym razem skupia się serial? Można uznać, że nie ma jednego głównego bohatera, ale jest nim po części właśnie Clay. Chłopak po tym wszystkim co przeżył, zaczyna powoli tracić panowanie nad sobą i swoim życie. Widzi coś, co nie powinno mieć miejsca, osoby, których już dawno nie ma w jego życiu. Wizje dotykają również niektórych jego znajomych. Przyznam, że w niektórych momentach czułam się, jakbym oglądała słaby horror. Z dramatu psychologicznego twórcy zrobili coś naprawdę...dziwnego? Oczywiście, raczej większość 'tajemnic' była dość przewidywalna. Poza ukazaniem wewnętrznych rozterek bohaterów wpleciony również wiele innych wątków. Protesty przeciwko rasizmowi, strzelanina w szkole, czy chociażby zwykła wycieczka szkolna. Niektóre to naprawdę ważne tematy, jednak nie czy trzeba było poświęcać im cały odcinek? Mimo że nic nie wprowadzały do fabuły? Raczej nie.

Bohaterowie. Zawsze lubię o nich mówić, więc nie może zabraknąć takiego akapitu. Ubolewam nad tym, że w poprzednich sezonach twórcy starali się ukazać każdego po trochu, abyśmy poznawali ich charaktery, historie. W czwartym sezonie postanowili skupić się na kilku z nich. Dwójka bohaterów z pierwszego, najważniejszego sezonu miała tylko dwa zdania w odcinku finałowym. Tak samo postać Zacha, który był jednym z moich ulubionych. Tak bardzo niedoceniony i pominięty, bardzo nad tym ubolewam. No i wątki homoseksualne...nie będę oszukiwała, jedne z moich ulubionych i uważam że nigdy nie jest ich za dużo. Prawie nigdy. W finale zdecydowanie przesadzili, co druga osoba okazywała się gejem. Na końcówce zaczęli wręcz robić z tego główny wątek. Ale...czy to nie miał być serial o samobójstwie dziewczyny?

Chciałabym zwrócić uwagę na same ujęcia oraz barwy. Ujęcia o wiele lepsze niż w poprzednich sezonach, niby wydają się zwyczajne, jednak niektóre sceny są naprawdę dobrze pokazane. Szczególnie zbliżenia na twarze postaci. Barwy, które dodają klimat. Nie ukrywał, bardzo mi się to podobało w trzecim sezonie, przez co chyba stał się moim ulubionym. Nie do końca ze względu na fabułę (chociaż z pewnych względów była ciekawa, jednak nie chcę spojlerować), ale ze względu na ponure barwy, które dodawały taki...trochę depresyjny, ale jednocześnie prawdziwy nastrój. Czwarty sezon był całkowitym przeciwieństwem, jednak czy to źle? Ni...nie. Jaskrawe barwy wyglądały dobrze, czasem sielankowo. Mimo to czasem oddawały naprawdę w sposób rewelacyjny całą scenę.

W podsumowaniu tylko trochę wspomnę o zakończeniu. Jak niektóre odcinki się ciągnęły, a zbędne sceny powinny zostać usunięte, to wszystko znika przy zakończeniu. Wydawało się za długie, jednak właśnie wprowadzenie do niego sprawiło że pod koniec się popłakałam. W połowie miałam już takie myśli Dobra jednak się nie popłacze. Na końcówce całkiem o tym zapomniałam i uroniłam kilka łez. Do dzisiaj się cieszę że oglądałam to z kuzynką, bo przy ludziach nie potrafię zazwyczaj płakać, wiem, że gdybym była sama to skończyłoby się to gorzej. Zakończenie, niespodziewane, jednak nie zawiodło. Dzięki niemu ostatni sezon się obronił i uważam, że mimo wszystko warto go obejrzeć. Nie jest niczym wyjątkowym, oglądałam w swoim życiu lepsze i gorsze produkcje. Ważne jest to, że może skłonić do refleksji i dostrzeżenia tego, czego na co dzień nie widzimy.
0

TAG "Książka, która..."

środa, 27 maja 2020

 Ostatnio dokopałam się do tagu "Książka, która..."- z tego co udało mi się dowiedzieć, był on swego czasu dość popularny na Instagramie. Bardzo owy tag mi się spodobał, dlatego postanowiłam również wziąć w nim udział. Na czym polega? W tym przypadku obserwujący na Instagramie kończyli zdanie "Książka, która...",a ta osoba pokazywała książkę i opisywała (jeżeli czytała). Bardzo ten tag mi się spodobał, dlatego odłożyłam na bok wszystkie recenzję i poprosiłam rodzinę oraz przyjaciół, żeby również podali mi swoje propozycje. 

KSIĄŻKA, KTÓRA...

 ZMIENIŁA ODMIENIŁA TWÓJ PUNKT PATRZENIA 
Mogę tutaj podać dwa tytuły, które są od siebie tak bardzo różne. Pierwszym z nich jest Zawsze i wszędzie Brittainy C.Cherry. Jest to gatunek, po który nie sięgam często, jednak w tej powieści było coś co mnie urzekło. Muszę tutaj dodać mój ulubiony cytat z tej książki, który chyba mówi wszystko.
 Łatwo oceniać z daleka. Fajnie spojrzeć na kogoś spoza twojego świata i stworzyć sobie założenia czy osądy wobec tej osoby. Kiedy dostrzegasz czyjeś wady, w jakiś sposób możesz usprawiedliwić swoje i stwierdzić, że są mniejsze niż innych. Ale gdy przyjrzysz się bliżej, kiedy naprawdę przypatrzysz się tej osobie, dostrzeżesz wiele podobieństw. Nadzieję. Miłość. Strach. Złość. Jak popatrzysz z bliższej perspektywy, zrozumiesz, że jesteśmy bardzo podobni. Wszyscy mamy czerwoną krew i nawet serce potwora może pęknąć. Musisz tylko pamiętać, by zmienić perspektywę.
 Drugą zdecydowanie jest Kwiaty dla Algernona - Daniel'a Keyes'a. Z książki można wyciągnąć naprawdę wiele ważnych wartości i tematów, na które rzadko zwracamy uwagę. Pozwala nam spojrzeć na świat oczami osoby upośledzonej i w jakimś stopniu zrozumieć uczucia, które nią targają. Książka z początku może trochę zniechęcić, ze względu na to, że  znajdowało się tam wiele błędów ortograficznych, a zdania były pozbawione składni. Jednak jak najbardziej warto dać jej szansę. 


ODZWIERCIEDLA TWOJE ŻYCIE
Niestety takowej książki jeszcze nie spotkałam. 

MA NAJPIĘKNIEJSZĄ OKŁADKĘ
Z książek, które mam to zdecydowanie Magonia oraz Gniazdo Marii Dahvany Headley. Zabrała się za tą serię już dawno, jednak nigdy jej nie skończyłam. Fabuła na samym początku mnie nie urzekła - uważałam to za zbyt przesadzoną fantastykę. Teraz gdy o tym myślę, może jednak warto dać jej szansę. Najwidoczniej nie był to wtedy czas tej powieści. Czasami muszą przeleżeć swoje na półce, zanim zaczniemy dostrzegać w nich potencjał. 

MA NAJBARDZIEJ KOLOROWĄ OKŁADKĘ
Tutaj mogę wskazać całą serię Firebird Claudii Gray oraz Słońce też jest gwiazdą Nicoli Yoon. Niestety jeszcze żadnej z powyższych powieści nie przeczytałam. Jednak jak i seria, i książka Yoon zapowiadają się naprawdę ciekawie. 

KTÓREJ OKŁADKA NIE PASUJE DO TREŚCI 
Nie posiadam takiej książki. Przejrzałam całą biblioteczkę dwa razy - jednak wszystkie w większym lub mniejszym stopniu pasowały do fabuły książki. 

MA NAJWIĘCEJ STRON
Bastion Stephena Kinga! Nie dość, że to straszna cegła, to jeszcze ma strasznie mały druk. Zabierałam się do niej dwa razy, ale poległam. Jednak liczę, że uda mi się kiedyś przebrnąć przez całą powieść! Książka liczy 1165 stron! 


KTÓREJ NIGDY NIE SKOŃCZYŁAŚ
Aż mi szkoda miejsca na tę książkę... Zniewolenie Carrie Jones. Na początku, gdy ją dostałam i zaczęłam brnąć dalej w fabułę, zastanawiałam się gdzie trafiłam. Pseudo wróżki, zwane Piksami żądne krwi? Nie dziękuję!

KTÓRĄ CHCIAŁABYŚ BARDZO PRZECZYTAĆ
Duma i Uprzedzenie! Od kilku lat próbuje dobrać się do tej powieści i dodać ją do swojej biblioteczki. Jednak gdzieś ciągle po drodze mi umyka, ale na pewno kiedyś się za nią wezmę! 

NAJBARDZIEJ CIĘ ROZCZAROWAŁA 
Wspominałam o tym nie raz i wspomnę kolejny...Wiedźma Morska Sarah Henning. Książka, na którą bardzo czekała,a gdy trafiła już w moje ręce, pozostawiła po sobie jedynie gorzki smak rozczarowania. Moje oczekiwania wobec tej książki były zupełnie większe, niż to co dostałam. Spodziewałam się po niej czegoś innego... Nie bajkowej opowieści, tylko historii o prawdziwej, morskiej wiedźmie, siejącej spustoszenie na głębokich wodach, budząca postrach wśród marynarzy... A przede wszystkim oczekiwałam więcej magii, ciekawych zaklęć – nie takiej jak została przedstawiona. 

JEST POŻYCZONA 
Jedyna książka, która nie należy do mnie to Jednorożec Mariana Pilot. Jest to stara powieść, którą zapożyczyłam kiedyś od babci, ponieważ byłam nią zaintrygowana. Finalnie nigdy jej nie przeczytałam. 

CIĘ ZASKOCZYŁA 
Taniec marionetek Tomasza Nizińskiego. Nie sądziłam, że taki typ fantastyki może mnie zaciekawić i wciągnąć. A jednak - okazała się naprawdę dobra i do dziś pozytywnie ją wspomina. Co jest takiego wyjątkowego w tej powieści? Wyjście poza schematy, zatarta granica między dobrem a złem, barwne postacie osadzone w intrygującym świecie, poczucie humoru. Kiedyś na pewno do niej wrócę! 

To tyle jeśli chodzi o ten tag. Dzięki niemu odkryłam wiele ciekawych tytułów, które trafią na moją biblioteczkę. Może uda mi się namówić Martynę, żeby również zrobiła w niedalekiej przyszłości swoją wersję. Was również zachęcam do udziału! Jeżeli podejmiecie się go, podeślijcie link do Waszego bloga - chętnie poczytam! 

0

W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020)

środa, 13 maja 2020



Tytuł którego raczej nie trzeba przedstawiać, dlatego, że większość na pewno słyszała o nim podstawowe informacje. W skrócie, jeden z pierwszych polskich slasherów. Jestem ogromną fanką horrorów, a dokładniej właśnie slasherów, więc oczywiście, nie mogłam sobie tego odpuścić. Gdy tylko w moim kinie pojawiła się informacja o maratonie horrorów, od razu kupiłam bilet, głównie ze względu na owy tytuł. Jednak z wiadomo jakiej sytuacji, nie mogłam się wybrać na premierę. Film pojawił się więc na Netflixie. Potrzebowałam trochę czasu, żeby się za niego zabrać, jednak w końcu mi się to udało. Wrażenia?

Zanim do nich przejdę, warto wspomnieć o kilku podstawowych informacjach. Reżyserem jest Bartosz M. Kowalski, który wyreżyserował film Plac Zabaw. O tej pozycji również słyszałam, i to muszę przyznać dość dobre opinie. Miałam zamiar ją obejrzeć, ale jakoś zapomniałam. Mimo że nie jestem fanką polskich produkcji, to chyba jednak w najbliższym czasie postaram się to zrobić, bo jestem ciekawa jak Kowalski poradził sobie z tą produkcją. Wracając, film prawdopodobnie zdobył takową popularność jeszcze przed premierą ze względu na aktorów. Dość duża grupa odbiorców, w tym przyznam się ja, chciała sprawdzić, jak z horrorem poradzą sobie postacie chociażby Julii Wienawy czy Wiktorii Gąsiewskiej. Doskonale wiem, że w filmie pojawiło się również dużo więcej znanych osobistości, jednak ja, ani trochę nieogromna fanka polskich produkcji, większości nie kojarzyłam. Trochę wstyd się przyznać, a jednak.

Fabuła. Raczej nic odkrywczego. Grupa nastolatków, pogrążonych na co dzień w mediach społecznościowych i wszelakiej technologii, zostaje wysłana na obóz offline. W sam środek lasu. Brak zasięgu. Brak jakiejkolwiek cywilizacji. Co może pójść nie tak, prawda? Nie będę zdradzała więcej szczegółów, gdyż mogę przypadkiem rzucić jakimś spojlerem, a tego nie chcę. Jednak...czy jest tu co spojlerować? Obejrzałam trochę slasherów w swoim życiu i ten niczym się po prostu nie wyróżniał. Był nawet...gorszy? Jak czasem niektóre produkcje potrafią zaskoczyć, to tutaj przewidziałam każdą sytuację. Miałam nadzieję, że chociaż historia powstania seryjnego mordercy, będzie intrygująca, tak jak np. Freddy`iego Kruegera czy Jasona Voorheesa, jednak się myliłam. Dało się wymyślić coś gorszego? Wydaje mi się, że nie. O pozostałych postaciach również wspomnę tutaj, gdyż nie warto poświęcać im oddzielnego akapitu. Po prostu nie wyróżniają się niczym, slasher ma swój własny schemat bohaterów, no i twórcy postanowili się jego trzymać. Głupia blondynka, nerd, dziewczyna z przejściami. I tak dalej...

Niestety muszę tu również wspomnieć o efektach specjalnych. Jeśli mówimy o slasherach, od razu przed oczami pojawiają nam się krwawe sceny, zabójca po kolei eliminuje swoje ofiary na różne sposoby. Standard. Jednak właśnie te krwawe momenty...no przepraszam, ale wydaje mi się, że lepsze widziałam w filmach z lat 80. Były o wiele bardziej realistyczne. Nie chce mi się wierzyć, że twórcy nie mieli odpowiedniego funduszu...więc dlaczego? Sceny w których powinna być krew, jej nie było. Sam morderca nie wyglądał aż tak źle. Oczywiście nie można go porównać do takiego Freddy`iego Kruegera czy chociażby tajemniczego, ale jednocześnie wywołującego ciary Michaela Myersa.

Zakończenie raczej również każdemu znane, ale tego nie można zarzucić. Po prostu schematy, schematy i jeszcze raz schematy. Może właśnie taki był zamysł, ale jednak fajnie by było, gdyby chociaż raz zostało pokazane to "coś", co wyróżni produkcję od innych. Widać że polscy twórcy nie chcieli jednak się wyłamać i z jednej strony to dobrze, z drugiej nie do końca. Ja nie ma aż takiego żalu, lubię slashery właśnie dlatego, że są dość mocno przewidywalne i polegają na rozlewie krwi.

Podsumowując, czy warto? Nie jest to najgorsza rzecz, którą widziałam w życiu. Jeśli jesteś fanem/fanką owego gatunku, warto spróbować. Chociażby tylko po to, żeby przysłowiowo "zaliczyć" ten tytuł. Osobiście nie żałuję, że poświęciłam mu ten czas, szczególnie że nie był to jakiś długi film. Jednak czy do niego wrócę po raz kolejny? Odpowiedź jest prosta, nie.

0

Aaron Mahnke — The world of Lore: Potworne istoty

środa, 6 maja 2020


"Muzykę mamy we krwi. W duszy. Ludzkie życie, czy to koczowniczego łowcy z epoki paleolitu, czy współczesnego ucznia szkoły średniej, bez niej byłoby niekompletne. Ona gra na naszych uczuciach. Inspiruje nas. Pomaga zapamiętać ważne wydarzenia i dla wielu ludzi na świecie jest formą kultu. Muzyka jest... no cóż, jest życiem."

Słowem wstępu, zanim przejdziemy do recenzji — blog został przeniesiony. Wcześniej działałyśmy pod nazwą "Z biblioteczki Wiedźm" (https://nothing-without-words.blogspot.com/).  Blog został zamknięty i przeniesiony na nową stronę i pod nową nazwę "Biblioteczka Czarownic. Tak wiem, kreatywnie, ale nie chciałyśmy odchodzić za bardzo od starej nazwy. Skąd ta zmiana? Wcześniej prowadziłyśmy bloga w trójkę — niestety Asaial zrezygnowała z prowadzenia go, ze względu na brak czasu. Do tego Facebook i Instagram z nieznanych nam powodów zaczął blokować linki do naszych postów, co bardzo ucięło nam zasięgi. Bardzo nam się podobało prowadzenie bloga, poznawanie nowych ludzi, książek, filmów czy seriali. Dawało nam to też motywacje by przeczytać powieść, która od dawna zalegała na półce, dlatego nie chciałyśmy z tego rezygnować. Wróćmy do recenzji! 

Książkę kupiłam już dawno temu w księgarni BookBook, którą mi już niestety w mieście zlikwidowali. Wypatrzyłam ją na jednym ze stoisk z promocjami. Trafiały tam najczęściej książki lekko poniszczone, czasami bywały w gorszym stanie. Jednak ta miała tylko w jednym miejscu lekko naderwaną kartkę. O autorze wcześniej nie słyszałam, jednak opis był na tyle interesujący, że zakupiłam ową lekturę.


Fascynująca podróż po świecie pełnym przerażających monstrów z legend i… rzeczywistości.
Mieszkają w cieniu - w głębi lasu, w mroku nocy, w ciemnych zakamarkach naszych umysłów. Mówią o nich legendy i przesądy, średniowieczne zabobony i bajania przekazywane z pokolenia na pokolenie: o wilkołakach i wendigo, poltergeistach i wampirach, goblinach i mściwych duchach.

W tej pięknie ilustrowanej książce gospodarz bestsellerowego podcastu „Lore” i serialu jest naszym przewodnikiem w fascynującej podróży po historii tych przerażających stworów, badającym nie tylko legendy, ale także to, co one mówią o nas samych.
Aaron Mahnke prowadzi nas na odludne tereny Pine Barrens w New Jersey, zamieszkiwane przez osławionego diabła o czerwonych ślepiach. Pokazuje potworne przypadki kanibalizmu - niektóre oficjalnie udokumentowane, inne będące jedynie wytworem wyobraźni... być może. Odwiedza słabo oświetlone pokoje, w których odbywają się seanse spirytystyczne, europejskie wioski nękane przez gremliny, a nawet Key West na Florydzie, siedzibę demonicznej lalki imieniem Robert.
W swojej książce Aaaron Mahnke uświadamia nam, że czasem prawda jest bardziej przerażająca niż najbardziej wyszukane fantazje.
[opis wydawnictwa]
Książka zaciekawiła mnie już od pierwszych stron. Autor skupia się na wyjaśnieniu legend oraz pochodzenia przeróżnych istot. Mnie osobiście bardzo zaciekawił fragment o wampirach, wilkołakach oraz demonicznej lalce imieniem Robert. Jest to swego rodzaju kompendium wiedzy o istotach nadprzyrodzonych. Nie brakuje tu elfów, człowieka-ćmy, czy przypadków opętania. Niektóre historie potrafią przyprawić o dreszcze. 

Styl autora jest bardzo interesujący, wydaje się to zwykłą gadką z dawką humoru, jednak ma coś w sobie co przyciąga czytelnika, przynajmniej ja miałam takie odczucia. Dodatkowego klimatu dodają świetne ilustracje wykonane przez M.S. Corey'a. Na końcu książki możemy znaleźć bibliografię, z której korzystał autor, jeśli chcielibyśmy dowiedzieć się więcej na własną rękę. Podoba mi się to, że książka jest oparta na jego podcastu Lore. Podcast można znaleźć pod tym linkiem: 
https://www.lorepodcast.com/

Podsumowując dla osób, które lubią tego typu książki, jest to strzał w dziesiątkę. Autor w bardzo ciekawy sposób przybliża nam historię istot, które towarzyszą nam często w powieściach fantasy. Jest to dobra odskocznia, coś innego niż zwykle. Czy polecam? Zdecydowanie! Na pewno sięgnę po kolejną książkę autora, a także z chęcią posłucham jego podcastu!

5

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life